Menu

Mendzenia starego dziada

Luźne refleksje z założenia oparte o zasady logiki klasycznej

Drzewa w mieście

konradboryczko

No, potrzebne są.

Koniec wpisu.

Albo nie. Nie ma co pisać o tym, że dają tlen, cień, spulchniają glebę i zatrzymują wodę. Bo to wie każdy dziesięciolatek, który nie spał na lekcjach przyrody. Zwłaszcza tych o rozrodczości. Drzew musi być jak najwięcej. A jak nie drzewa, to chociaż krzewy. Te z kolei mają jeszcze ten walor, że dają schronienie wróblom, a wróble fajne są.

Dlatego należy płakać nad każdym drzewem wycinanym.

No, ale z drugiej strony takie drzewo może spaść komuś na głowę, parapet albo i nawet, uchowaj nieistniejący, kawałek świętej blachy (samochód). I święty Krzysztof nie pomoże. Dlatego drzewa trzeba pielęgnować, doglądać, przycinać, a chore wycinać. Nie ma innej opcji. Tak będzie, niezależnie od tego, co akurat ekolodzy wykrzykują.

No i jeszcze te cholerne topole. Brudzi to, jakieś koty latają, syf jest. I kichać się chce. Pytanie czy lepiej te dwa tygodnie pylenia jakoś przeboleć, czy też wywalić wielkie drzewa dające przez 8 miesięcy w roku dużo cienia i tlenu. Ja bym zostawił.

Wpis ten beznadziejny będzie jednak o tym, co my możemy zrobić w sprawie drzew (i krzewów) w mieście. Na zasadzie: Dziewczyno, nie myśl, co chłopak może Ci postawić, ale co Ty możesz postawić chłopakowi. Czy jakoś tak.

Otóż drzewa i krzewy trzeba po prostu sadzić. I już. Nie ma co oglądać się na miasto, spółdzielnie czy wspólnoty. Nie ma co płakać, że taką dorodną wierzbę barbarzyńcy wycięli, a taka ładna była (w środku spróchniała z robalami, ale ładna). Trzeba zrobić coś, żeby tych wierzb było po prostu więcej.

No i tu się włącza prapiastowski stękacz, że jak to, co ja mogę w moim mieszkaniu w bloku zrobić? W mieszkaniu też możesz, ale o tym na końcu wpisu.

Otóż w mieście jest cała masa wolnych, pustych trawników. No tak, po prostu. Na wielu z nich da się po prostu posadzić drzewa. Może nie od razu wielkie (za 20 lat) klony czy platany, ale jakąś jarzębinę - czemu nie. No i krzewy. Można je sadzić praktycznie wszędzie. Dosłownie każdy trawnik, nawet wąziutki, można otoczyć rzędem krzewów typu pęcherznica (najtańsza jest a rośnie dobrze) ze wszystkich stron. Zamiast słupków na przykład.

Wystarczy teraz rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Np. wokół własnego bloku. Już widzicie miejsce na nowe nasadzenia? Brawo. Teraz do administratora i sadzimy. Musi tylko jakoś te nasadzenia oznaczyć, bo już w marcu jakiś idiota z kosiarką zmarnuje cały nasz wysiłek. A jak administrator powie, że, nie zgadniecie, nie ma pieniędzy, to nic straconego. Wystarczy odpalić google i poszukać, gdzie dają sadzonki za darmo, albo prawie za darmo. Do tego dojdzie jeszcze koszt robocizny i wymiany trochę ziemi. Oraz podlewanie, o czym wielu potem zapomina.

Można też spróbować działań partyzanckich. Kto nam zabroni na trawniku zakopać jesienią kasztana, orzecha czy listek klonu? Tylko ta kosiarka…

WPOK: dwa lata temu posadziliśmy wokół naszego bloku 700 krzewów i dwa klony. I jest pięknie.

No i na zakończenie dobra rada dla tych, co mają balkon. Przecież to idealne miejsce, żeby zazielenić miasto i przy okazji oczyścić sporo powietrza. Oczywiście wiele zależy od tego jaki to jest balkon i w którą stronę świata skierowany. No i czy nie jest zabudowany jakąś szklarnią, co swoją drogą powinno być karalne.

Wersja bezkosztowa: wystaw wiosną na ten balkon chociaż swoje domowe rośliny. Do jesieni. Kosztem jest tylko podlewanie.

Wersja niskokosztowa: kup (albo znajdź na jakimś śmietniku) trochę zwykłych doniczek, wsyp do nich byle jakiej ziemi uniwersalnej z Biedronki i wsyp dowolne nasiona kupione na wyprzedaży. Najlepiej

się sprawują typu mieszanka kwiatów polnych, najlepiej tak dobrana, żeby miały różne pory kwitnienia. Przy odrobinie szczęścia nasiona kupisz raz, na następne lata uzbierasz z tego, co wyrosło. Pamiętaj o podlewaniu.

Wersja wysokoinwestycyjna, ale potem niskokosztowa: kup jakieś porządne, duże doniczki i posadź w nich jakieś krzewy. Najlepiej zimozielone (takie, które zimą nie tracą liści – smog. Tylko błagam, liściaste. Żadne tujki.). Potem tylko je podlewasz, czasem nawóz jakiś. A jak doniczka spora, obok krzewów dosadź jakieś coś obficie liściastego jednorocznego. Najfajniejsze są wilce, jak masz gdzie dać jakąś kratkę. O, z wilców masz potem tyle nasion, że handlować możesz. Ale lepiej je wsadź do ziemi przy jakimś dowolnym plocie na osiedlu, nie pytając administratora o zgodę. Po roku będzie to plantacja samowystarczalna, a płot piękny.

WPOK: ja stosuję wszystkie te trzy metody równolegle.

Morał: Chcesz zieleni w mieście – zadbaj o nią sam. A nie tylko macasz telefonik z fejsikiem.

P.S. Jak nie masz balkonu, to możesz też na parapecie. Tylko dobrze te doniczki przymontuj.

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • salmiaki

    Zakopałabym nosek klonu.

  • Gość: [Kb] *.play-internet.pl

    Nosek, miało być. Oj, ostatnio nie przykładam się do bloga :(

© Mendzenia starego dziada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci