Menu

Mendzenia starego dziada

Luźne refleksje z założenia oparte o zasady logiki klasycznej

Opłaty za mieszkanie cd Odcinek o opłatach wynikających wyłącznie z widzimisię zarządcy

konradboryczko

Uwaga: Bardzo słaby wpis.

To ostatni odcinek o opłatach za mieszkanie.

Poprzednie odcinki: 1 2 3 4 5 6 7 8

Pewnie jednak będą jeszcze pojawiać się wpisy o tym, jak należy się pilnować, żeby nie płacić za mieszkanie za dużo. Czyli co można jeszcze dołożyć do naszej dodatkowej pensji.

Dzisiaj moja ulubiona kategoria :)  Oczywiście nazwałem to dziwo dość przewrotnie. Generalnie chodzi o opłaty, z których zarządca jawnie (!) finansuje swoje istnienie (jak już wiemy nie w całości) oraz absolutnie podstawowe swoje obowiązki. Pieniądze, które pobiera wyłącznie dla swojej działalności i na własny użytek. Zasadniczo uważając przy tym, że nie musi z nich nic swoim dobroczyńcom zapewnić. Raczej się na to nie godzimy, he he.

W tym odcinku chodzi o opłaty wprost nazwane, typu opłata za zarządzanie, koszty zarządu, odpis na zarząd (albo podobnie), opłata na działalność społeczno-kulturalną (to w spółdzielniach), opłata za administrowanie itp. Widać je w „powiadomieniu czynszowym” jak na dłoni, niestety oszczędności tutaj wydają się być poza zasięgiem.

Opłat tych nie należy mylić ze wspólnym workiem, czyli „oszczędnościami” na eksploatacji i konserwacji. Tamte środki zarząd „wygospodarowuje”. Te, o których dzisiaj mowa, pobiera wprost, z otwarta przyłbicą. Cechą wyróżniającą tej kategorii opłat jest to, że są one z reguły ryczałtowe, naliczane od sztuki, nie od powierzchni czy udziału. I, ciekawostka, często takich opłat nie będzie w GZM. Bo są one traktowane jako „ekstra” i nie służą naszej nieruchomości jako takiej.

W GZM zarządca nie napisze przecież, że potrzebuje, strzelam, 50 tys. rocznie na materiały biurowe. Ale napisze, że bierze tyle to a tyle na „koszty zarządzania”. A z czego je pokrył, to już inna sprawa. No i jeszcze dodatkowo można to rozmyć. Na przykład w mojej spółdzielni osobno jest finansowane istnienie administracji, a osobno biura zarządu. Zupełnie jakby dla szeregowego spółdzielcy nie było to jedno i to samo…

Ten wpis jest krótki, bo w sumie nie ma tu większej filozofii. Bierzemy nasze „powiadomienie czynszowe” i szukamy takich kwiatków. Czyli wszelkich opłat, o których nie było w poprzednich odcinkach. Jak już takową znajdziemy, pytamy skąd się wzięła. A jak np. ze statutu spółdzielni, to bardzo fajnie. Który punkt, aha, poproszę rozliczenie..

Czyli, przykładowo, spółdzielnia sobie życzy 6 zł miesięcznie na „działalność społeczno-kulturalną”. Kasa ta idzie na konto zarządcy i nie jest wykazywana w GZM, bo to środki celowe, ogólnospółdzielcze. Ok, jasne, ale wato zapytać, co z tych środków zostało zrobione. I dlaczego tak mało : ) A jeśli coś zostało z zeszłego roku, to może by tak opłatę obniżyć….

Albo np. płacimy 6 zł miesięcznie na koszty zarządu. Nie administracji wykonującej czarną robotę (czytaj: zlecająca wszystko co się da firmom szwagra), tylko „czapki biurokratycznej” nad administracją. OK, jasne, pracują to się należy. Ale dlaczego 6 zł, a nie np. 4? Czy zarząd potrafi się rozliczyć? Że niby żadne pieniądze? Dla nas tak. Ale jak spółdzielnia ma np. 5 tys. lokali, a na każdym ma górką 2 zł miesięcznie, to sami policzcie.

Itp. itd.

Tak, to prawda, że w tej grupie opłat dużo nie dołożymy do naszej dodatkowej pensji. Ale warto o niej pamiętać z innego powodu. To są pieniądze, których nasz zarządca będzie bronił najbardziej. I to jest nasza szansa na poszukanie kasy w innych pozycjach.

Podsumowując cykl mieszkaniowy. Tak się jakoś porobiło, że ogólnopolską zasadą jest płacenie górką 50 zł od mieszkania za dużo. To działa niemalże jak automat. I łatwo to ugrać. Do naszej dodatkowej pensji mamy więc 600 zł. Ale jak naprawdę zadziałamy, a nasz budynek nie jest jakąś rozpadająca się ruiną po nomenklaturze na Marymoncie, to możemy te wartość podwoić. Przy okazji robiąc kęsim paru bezczelnym cwaniakom. Warto? A to już sami oceńcie.

© Mendzenia starego dziada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci