Menu

Mendzenia starego dziada

Luźne refleksje z założenia oparte o zasady logiki klasycznej

Samozaoranie przykład krakowski

konradboryczko

A tym razem piłka nożna.

W kwietniu 2018 r. miał miejsce ligowy mecz piłki nożnej między Wisłą Kraków, a Legią Warszawa. Żeby podgrzać atmosferę, krakowscy piarowcy wymyślili pewien spot. I zaorali swego pracodawcę sakramencko.

Chodziło o to, że Legia i Wisła mają po tyle samo tytułów mistrza Polski. I super, gratulacje dla obu zasłużonych drużyn. Ale marketingowcy z grodu Kraka wymyślili hasło, że Wisła ma tyle a tyle gwiazdek i WSZYSTKIE PRAWDZIWE. Do tego dodali logo Legii, w którym jedna gwiazdka działała jak kierunkowskaz. To znaczy raz działa, a raz nie działa. Prawdziwi kibice w całej Polsce dostali masowego wypróżnienia ze śmiechu, a Wisła stała się pośmiewiskiem i to jeszcze przed meczem (który przegrali 0:1 grając ponad pół godziny z przewagą jednego zawodnika, bo sędzia nie wiedzieć za co wywalił z boiska Niezgodę sfaulowanego na linii pola karnego. Wisły).

Krakowiacy tą swoją szopką bez Lajkonika chcieli nawiązać do sezonu 1993, w którym Legia wygrała ligę, ale przy zielonym stoliku odebrano jej tytuł. Bez dowodów i jakiegoś specjalnego postępowania zresztą. Oczywiście większości czytelników nie było wtedy na świecie i nie do końca kumają o co chodzi. Napiszę zatem z mojej pamięci, a Wy sobie doczytajcie szczegóły w wikipedii, jak będziecie mieć chwilę wolnego w poczekalni do fryzjera stylisty. Kreatywnego.

Sezon 1993 był pamiętny z wielu powodów. Początek polskiego kapitalizmu, w piłce klubowej pojawiły się pierwsze prawdziwe pieniądze. Wszystko wskazywało, że za chwilę będziemy mieć w Polsce kilka silnych klubów. Tak się złożyło, że o tytuł mistrza rywalizowała niezwykle silna Legia (opromieniona niedawnym udziałem w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów – taka ówczesna Liga Europy i wkrótce uczestnik ćwierćfinału Ligi Mistrzów) i konsekwentnie budowany, silny ŁKS. Nie pamiętam dokładnie jaka była sytuacja w tabeli, ale przed ostatnią kolejką Legia i ŁKS potrzebowały zwycięstw, w obu przypadkach jak najwyższych.

No i tak się stało. ŁKS pokonał Olimpię Poznań (tak, tak, w pierwszej lidze) bodajże 7-1, a Legia swojego przeciwnika 6-0. Na koniec sezonu Legia była pierwsza, a ŁKS drugi. Takie wyniki z daleka śmierdziały wałkiem, gazety domagały się głów, kibice odmawiali zawierania zakładów itp. Zebrały się zatem leśne dziadki, stwierdziły, że to co przechodziło gładko przez ostatnie 40 lat, to za kapitalizmu już nie bardzo i zadecydowały. Już nie pamiętam czy wyniki meczów zostały zrewidowane jakoś czy nie, ale ustalono, że Legia jest wicemistrzem, a ŁKS tuż za nią. Mistrzem ogłoszono trzeci w tabeli Lech Poznań i tak poszło do UEFA. UEFA uznała, że taki burdel jest do chuja niepodobny i wykluczyła Legię z ŁKSem z pucharów. Nie przyznając w zamian nic. Lech zagrał w eliminacjach Ligi Mistrzów i jakoś nawet wstydu nie zrobił. To znaczy odpadł dopiero w drugiej rundzie (wikipedia mówi, że przegrał w dwumeczu 7:2, czego jakoś UEFA nie badała).

Ani Legia, ani ŁKS nigdy nie przyznały się do kupienia meczu (sędziego czy zawodników). Nikt nie przedstawił żadnych dowodów, postępowanie wybitnie kapturowe, pod presją czasu bo drużyny do pucharów trzeba było zgłaszać.

Zatem dlaczego samozaoranie? Ano, bo w tej ostatniej kolejce Legia pogoniła na 6:0… Wisłę Kraków. Czyli, skoro dzisiaj Wisła przyznaje, że tamten tytuł się Legii nie należy, to znaczy, że w tym meczu był wałek. Sami napisali, że sprzedali mecz, no no no, szacun. To się nazywa miłość do klubu ;)

© Mendzenia starego dziada
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci